poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Dwa tygodnie w Finlandii | Przeprowadzka za granicę - jak to ogarnąć? cz.2

Ha! Ponad dwa tygodnie w Finlandii i bez odzewu na blogu! Pewnie już myśleliście, że pożarł mnie niedźwiedź polarny, ale nie! Żyję, jestem! A czy mam się dobrze? Może zacznę od początku jak wyglądała moja przeprowadzka w relacji niemalże dzień po dniu.
Prolog ;)
K. przyleciał do Polski na początku sierpnia. Już kilka miesięcy wcześniej doszliśmy do wniosku, że przy tak niewielkiej ilości rzeczy, które chcę zabrać, najwygodniejszą opcją dla nas będzie właśnie jego wcześniejszy przylot, przy czym weźmie jak najmniej rzeczy żebym mogła spakować się też do jego walizki. Pomysł trafiony, obyło się bez usług firmy kurierskiej czy poczty ;) Poza tym, K. mógł spędzić część swojego urlopu w Polsce i naładować baterie :)

Czwartek, 11. sierpnia 2016
Z takim kolorowym ekwipunkiem biegaliśmy po fińskich dworcach kolejowych :)
Pakowanie. Zaledwie dzień wcześniej wróciliśmy z wyjazdu z moimi rodzicami i po szybkim praniu znowu trzeba było pakować walizki. Po drodze okazało się, że 2 duże walizki, jedna mała na bagaż podręczny i normalnej wielkości plecak jednak byłyby za blisko górnego limitu wagowego i bezpieczniej byłoby wykupić bagaż dodatkowy. Tak też zrobiliśmy i do wyżej wymienionego składu dołączył 35l plecak turystyczny. Z ciężkim sercem zostawiłam swoje ukochane płyty CD i większość książek. Zabiorę je przy najbliższej okazji.

Piątek, 12. sierpnia 2016
Po śniadaniu dopakowaliśmy na spokojnie ostatnie drobiazgi, zrobiliśmy ostatnie ważenia i zapakowaliśmy wszystkie klamoty do samochodu. Szczerze mówiąc, mało co wtedy czułam. Chyba tylko lekkie napięcie i strach przed ważeniem walizek na lotnisku ;) Cały czas skupiałam się na tym żeby nie płakać, ale ciągle coś ściskało mnie za gardło. I serce. Wychodząc z domu mój kot jak zwykle czuwał, bo mimo swej mocno ograniczonej towarzyskości, nie lubi zostawać sam w domu i zawsze nas pilnuje kiedy wychodzimy. W tym punkcie muszę przyznać, że nie miałam siły brać go na ręce. Nie za względów fizycznych, a psychicznych. Pogłaskałam go tylko kiedy przechodził koło mojej nogi i już czułam szczypanie w oczach. Czuję je nawet teraz, kiedy o tym myślę. Ech, ponad pół życia razem z tym futrem i naprawdę, ciężko było się rozstać. Ale nie chciałam fundować mu przeprowadzki w takim wieku. Kocisko ma już ponad 13 lat, może i trzyma się dobrze, ale nigdy nie wiadomo jak tak radykalna zmiana otoczenia i długa podróż mogłyby się dla niego skończyć. Poza tym, podobno koty przyzwyczajają się do otoczenia, nie do ludzi.
Później poszliśmy pożegnać się z moją ciocią i wujkiem, którzy mieszkają w domu obok. To był moment, w którym nie wytrzymałam i, brzydko mówiąc, rozryczałam się jak dziecko. I nie dlatego, że chciałam zostać czy żałowałam przeprowadzki, ale jakoś tak... Nigdy nie lubiłam pożegnań. A przed te ostatnie prawie 3,5 roku kiedy żyliśmy z K. w związku na odległość i widzieliśmy się raz na kilka miesięcy to naprawdę te pożegnania tylko mi obrzydły. I to był jedyny moment kiedy przy pożegnaniu z oczu pociekły mi łzy, później, nawet żegnając się z rodzicami i bratem tylko się śmiałam. A właśnie, brat. Na co dzień mieszka w Krakowie i właśnie tam czekał na nas na lotnisku, co uważam było bardzo miłe z jego strony. Nikt mi o tym nie mówił, ale sama wiedziałam, że później zajął się też moją mamą, co z pewnością było dla niej ogromnym wsparciem psychicznym.
Kraków, lotnisko Balice. Zdjęcie zrobione tuż przed odlotem.
Jeszcze nad Polską
Od momentu, kiedy zostaliśmy sami na lotnisku, czas zaczął biec ze zdwojoną prędkością. Do Helsinek lecieliśmy Norwegianem z przesiadką w Sztokholmie, gdzie mieliśmy czekać 1,40godz. Na miejscu pochłonęliśmy kanapki i myśleliśmy już tylko o tym kiedy będziemy w domu. A to był dopiero początek podróży, później czekał nas pociąg z Helsinek do Hämeenlinny z przesiadką w Tikkurila i jazda samochodem do Tampere.

Szwecja się wynurza :)
Więcej Szwecji
Szwecja z lotu ptaka
Sztokholm. Lotnisko Arlanda.
Niestety, w Sztokholmie okazało się, że nasz samolot, podobnie jak samolot Finnair do Helsinek, miał opóźnienie 30 min. Na szczęście nic już więcej się nie przedłużało i niedługo lecieliśmy już na wschód :)
Czy to jeszcze Szwecja, czy już Finlandia?

Baranki nad Finlandią
Finlandia
Lot minął błyskawicznie, później szybki odbiór bagażu i marsz ze wszystkimi klamotami na pierwszy pociąg. Przez opóźnienie drugiego samolotu musieliśmy nieco zwiększyć tempo, ale udało nam się dostać na peron 4min przed odjazdem kolejki. Krótka podróż, następnie przesiadka w Tikkurila, gdzie żeby dostać się na właściwy peron musieliśmy biec z walizkami po schodach. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak to wyglądało, ale czuję zmęczenie na samo wspomnienie! :D Z ulgą odetchnęliśmy kiedy nadjechał nasz pociąg i wgramoliliśmy się do wagonu. Mimo że mieliśmy wykupione miejsca, nie chcieliśmy ani spuszczać bagażu z oczu, ani się rozdzielać, więc znaleźliśmy miejscówkę stojącą przy oknie, gdzie zmieściliśmy wszystkie walizy i plecaki, sami na nich usiedliśmy i zabraliśmy się za przekąski. To był też moment, gdzie miałam czas, a mój Szajsung złapał połączenie Wi-Fi i napisałam do mamy co i jak. Wtedy też dotarło do nas ile z podróży już za nami i że już prawie finisz, i mimo zmęczenia zaczęliśmy się cieszyć jak dzieci. W Hämeenlinnie z dworca odebrali nas rodzica K. i razem ruszyliśmy do ich domu, czyli domu rodzinnego K. gdzie zostawił swój samochód. Okazało się, że mama K. zrobiła nam zakupy spożywcze, żebyśmy po całym dniu w trasie nie musieli nocą szukać sklepu i myśleć co chcemy. W Hämeenlinnie dałam rodzicom K. prezent, o który całą drogę drżałam, bo były to dwie filiżanki ćmielowskie, więc sami rozumiecie, że gdyby się potłukły to... no wesoło by nie było ;) Identyczne kupiłam K. na prezent urodzinowy i nasz nowy początek wspólnego mieszkania. Całe szczęście, żadna z czterech filiżanek się nie stłukła, a wzór bardzo przypadł do gustu rodzicom. Herbaty jednak się nie napiliśmy, bo było już późno, więc po krótkiej rozmowie przepakowaliśmy bagaż do samochodu K. i ruszyliśmy na północ, do Tampere. Dopiero teraz na spokojnie mogłam upajać się tymi typowymi fińskimi drogami, otoczonymi po bokach granitowymi skałami i lasami, widokiem, za którym tak bardzo tęskniłam i który uwielbiam.
Do mieszkania dotarliśmy ok. 23 czasu fińskiego. Zjedliśmy kupioną po drodze kolację w McDonald's (wiem, zdrowo zaczęliśmy ten nowy rozdział :D), wzięliśmy prysznic i padliśmy jak muchy.

Sobota, 13. sierpnia - ...
Pierwszy dzień na fińskiej ziemi, pierwsza wizyta w Ikei. Pierwszy obiad robiony wspólnie, wspólne sprzątanie, wybieranie potrzebnych mebli, planowanie menu na kolejne dni, spacery, oglądanie filmów i spotkania ze znajomymi. Pierwszy tydzień w Finlandii zdecydowanie upłynął pod znakiem sprzątania, rozpakowywania, Ikei, skręcania i meblowania. Dużo się działo, korzystaliśmy z ostatnich dni urlopu K. i chyba wykorzystaliśmy je jak tylko to możliwe.
Tydzień po przylocie dostaliśmy zamówione łóżko, co bardzo dobrze zgrało się w czasie, ponieważ tuż po skręceniu go przyjechali do nas znajomi na weekend, więc gdyby łóżko nie dotarło, byłoby kiepsko z naszym spaniem ;)
Drugi tydzień to powrót K. do pracy i wkroczenie naszego życia na "normalne" tory. Zwolniliśmy tempo, jest mniej znajomych, a więcej spokojnych wieczorów we dwójkę. Wpływ na taką zmianę miało też przeziębienie, które dopadło K. w połowie tygodnia. Kilka dni temu mieliśmy kolejną realizację większego zakupu mieszkaniowego: przyszła do nas (uwielbiam to określenie!) zamówiona końcem lipca pralka. Cieszyliśmy się jak dzieci i najchętniej bez przerwy robilibyśmy pranie :D Poniżej trochę zdjęć, które zrobiłam w ciągu ostatnich kilku tygodni. Niektóre pojawiły się na moim Instagramie, więc jeżeli ktoś mnie tam śledzi i teraz będzie widział to samo, proszę o wybaczenie. I jednocześnie zachęcam do obserwowania mojego profilu na Instagramie, gdzie na bieżąco staram się wrzucać zdjęcia :)
Ikeowski dżemik z maliny moroszki
Trochę fińskiej słodyczy 8)

Stary Kościół w sercu Tampere
Ratusz naprzeciwko Starego Kościoła
Finlandia to nie tylko śnieg i misie polarne! To także zielone lasy... I duuużo parków :)

Taaa...


W Stockmannie znalazłam swój kubek marzeń! Jak będę mieć wolne 20€ to nabędę! <3

Park, jezioro Näsijärvi, a pomiędzy park rozrywki Särkanniemi




No dobrze, przyjazd przyjazdem, ale co dalej? Ze spraw formalnych mojego pobytu tutaj, jak już chyba wspominałam w poście Życie po obronie, przeprowadzka za granicę - jak to ogarnąć?, legalnie mogę przebywać w Finlandii 3 miesiące, ale po tym okresie muszę na policji zarejestrować swój pobyt. Jak wspominałam, z rejestracją nie mieliśmy zamiaru czekać na ostatni moment. Już w pierwszym tygodniu po przyjeździe pojechaliśmy na policję dowiedzieć się co i jak. OK, przyznaję, niby dowiedzieć się, ale mieliśmy też nadzieję, że już wtedy uda nam się dokonać rejestracji. Nic z tego. Na dzień dobry się, delikatnie mówiąc, wnerwiłam, bo okazało się, że w kraju gdzie generalnie dogadanie się po angielsku nie stanowi problemu, pani, która nas przyjęła angielski znała "just a little". No dobrze, zdarza się. Problem w tym, że termin na policji zaklepaliśmy jak jeszcze byliśmy w Polsce i oni tam na miejscu doskonale wiedzieli, że sprawa dotyczy rejestracji obcokrajowca, obywatela UE w kraju, więc no... mogli chyba przypuszczać, że delikwent-przybysz nie włada jeszcze fińskim? Może przesadzam, ale zrozumcie też mnie, pojechaliśmy tam w ważnej sprawie, byłam przygotowana na to, że to ja będę mówić... A tu wyszło, że przyjechałam i siedzę jak kołek, a wszystko za mnie mówi K. Niefajnie :/ Nie muszę chyba dodawać, że nie udało się nam zarejestrować? Dostaliśmy kolejny formularz, bardziej szczegółowy niż ten dostępny na stronie policji, dodatkowo K. musi napisać oświadczenie w kwestii finansowej, jako że jeszcze nie mam tu pracy.
Z bardziej pozytywnych newsów: zgodnie z zamierzeniami, zapisałam się na kurs językowy! Startujemy we wrześniu, już czuję jak mój umysł pali się do pochłaniania słówek i gramatyki! <3 Póki co spędzam wiele czasu na Memrise, kurs niby od zera, ale nie chcę świecić oczami ;) Trzymajcie kciuki i do zobaczenia w kolejnym poście!